jakby Wam to powiedzieć…

hah, chciałam napisać o swoim marudzeniu, o braku czasu, o niedotrenowaniu, o pokładach nadziei i braniu poprawki na rzeczywistość, o usmażonym mózgu i glupkowatym stresie…
chciałam napisać o wielu rzeczach, ale w gruncie rzeczy przede wszystkim chcę napisać, że jestem mega dumna ze swojego psa. jestem nawet trochę dumna z siebie, bo choć jest do czego dążyć…;) udało nam się stanąć na pudle na wrocławskich zawodach :)))
trzecie miejsce, zdobyte nie bez walki, naprawdę mnie zaskoczyło! do pierwszej rundy podeszłam z ‚nieprzeciętnie motywującym’ założeniem ‚i tak skopie tossa’ (patrz DCDC Chorzów 2012 -> 4pkt :D ), stres przed toss&fetchem był nieprawdopodobny, ale wspaniały Grzegorz puścił ‚moją muzykę’, efekt? 16 punktów! wiem, że dla niektórych to powód do wstydu, ale dla MNIE, w przypadku startów z MOIM psem, to niewyobrażalny postęp. mimo że Q ma już prawie 5 lat nie jestem w stanie ogarnąć się psychicznie przed jakimkolwiek startem z nim i czuję dramatyczne parcie na ‚nie-danie ciała’, co skutkuje, któż by się spodziewał, robieniem tegoż własnie… wracając do tematu – sobotnie zmagania zakończone, widzę klasyfikację po pierwszej rundzie, którą czytam ‚od dołu’ i długo nie mogę siebie znaleźć – 5 miejsce? jest! mega radość, szczególnie, że mimo świadomości pokazania się wcale nie od najlepszej strony nasz występ został oceniony w górnej granicy, no i ten udany tossendfecz… jak to niewiele potrzeba…;) szybko jednak naszła mnie myśl, że sytuacja wcale nie jest różowa, przede mną są naprawdę świetni zawodnicy, a za mną wcale nie gorsi.
w kasecie maszyny lasującej znajduje się 1500 kolejno ułożonych pól, bęben maszyny jest pusty, następuje zwolnienie blokady… rozpoczynamy lasowanie…mózgownicy…
nie będę wdawać się w szczegóły procesu lasowania, mogę tylko zdradzić, że trwa on długo, zachodzi dynamicznie i jest nadzwyczaj skuteczny. nie będzie przesadą stwierdzenie, że z każdą minutą czekania na mój drugi freestyle, moje zycie skracało się o pół roku. jakiś paskudny potwór zżerał mnie od środka do tego stopnia, że bezpośrednio przed występem Pauli z Weną, którym chciałam kibicować, uświadomiłam sobie, że jestem następna. moja mina musiała być bezcenna. postanowiłam obejrzeć do końca zmagania dziewczyn którym, swoją drogą, świetnie poszło i dopiero na miękkich nogach, z trzęsącymi sie rękami udałam się po psa.
tego sie nie da opisać, tego sie nie da zrozumieć, bo trzeba by być takim pauonkiem jak ja, ale wierzcie mi, że wyjściu na środek pola towarzyszyły nieprawdopodobne emocje… i w tym momencie, dobry duch dogfrisbee zatroszczył o mnie po raz kolejny…”przed państwem Agnieszka i śliczny Kjułiczek‚ wypowiedziane przez Darka rozpędziło wszystkie głupie myśli, nerwy, koszmarne wizje. usłyszałam swoją muzykę, chwila skupienia i…poszło :) nie było blackoutu, wszystko pamiętam, ba! nawet myślałam nad tym, co robię, pełna świadomość i mega zawodolenie. śmieszne uczucie…;)
nie było idealnie, bo ideały raczej (?) nie istnieją, wiele jeszcze przed nami, ale zaryzykuję stwierdzenie, że jestem zadowolona z tego, jak to wszystko wyglądało.
poziom innych występów był bardzo wysoki, w przeciwieństwie do pierwszego dnia warunki były idealne, prawie zero wiatru. bez żadnej kokieterii, powiem szczerze, miałam jedynie nadzieję, że uda nam się załapać kwalifikację. nie taką, która z kogoś przejdzie, tylko uczciwie, sami ją zdobędziemy.
podczas odczytywania wyników byłam zestresowana, ale w taki śmiesznie zdrowy, nie paranoiczny sposób. będzie co ma być, choć cały czas miałam nadzieję, że nie spadliśmy zbyt daleko. pierwsza dziesiątka, miejsce dziesiąte, dziewiąte, po każdej lokacie serce bije coraz mocniej do momentu wyczytania zespołu. szóste.. piąte… i już wiedziałam, że jestem czwarta! freestyle nie był aż tak dobry, by przeskoczyć dwie pozycje, miejsce czwarte… a jednak! wiem, że brzmi to groteskowo, trochę jak dziunia wygrywająca konkurs miss, mówiąca ‚naprawdę się nie spodziewałam!’ ale tak było :) uczucie cudowne! mam nadzieję, że każdy z Was kiedyś coś takiego przeżyje, bo… naprawdę warto!

chciałabym napisać, że dziękuję…
a co mi tam, napiszę! dziękuję, dziękuję bardzo tym, którzy wiedzą, że to o nich :))

Advertisements

About agnieszkazq


5 responses to “jakby Wam to powiedzieć…

  • Paulii

    brawo , brawo, brawo :D !!!! ah jak ja czekałam na relację z Wrocławia :) .
    Q mistrzu !

  • Paula

    wiesz, ze sekret tkwi w tym, ze przed musisz isc ZAWSZE porzucac ze mną i miotaczem pryszczylli? :D to juz sprawdzony sposob na zadowalajacy rezultat!

  • Iwona & Fado

    Myślę, że to zasługa Fado, który tak mocno ściskał łapki za tatusia:) Gratulacje i do następnego razu:)

  • agnieszkazq

    Paula Setusowa – dzięki wielkie! wiesz, że Patryk z Frisem zadebiutowali na tych zawodach? z bardzo dobrym efektem z resztą :) teraz czekamy na Was!

    Paula Włóczasowa – jestem jak najbardziej za tylko proponuję wybierać momenty w których nie przychodzi akurat długo niewidziany potomek mistrzaKuja :P

    Iwona – jak ja się cieszę, że Was mogłam zobaczyć! Faduś jest śliczny! żałuję tylko, że było tak mało czasu… liczę, że po LADC Wy też się skusicie na starty :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: