my border collie is smarter than your president!

czyli kilka słów o poranne, smaczkowej sesji kreatywności w wykonaniu moich burków :D
od kilku miesięcy staram się wykorzystać sporadyczne, wolne przedpołudnia do nauki głupot, tego w końcu nigdy nie za wiele ;)

na pierwszy ogień idzie Zelówka, starsi w końcu mają pierwszeństwo.

ten przypadek zasługuje na słowo wstępu…
swego czasu byłam bardzo wkręcona w uczenie Z nowych sztuczek, ale z ręką na sercu muszę przyznać, że pojawienie się Q spowodowało, że już nie miałam ochoty tak często urządzać jamniczego klikania czyt. darcia mordy na pół osiedla.
jako, że postanowiłam się jednak zmobilizować, a w moim postępowaniu wobec psów obowiązuje zasada równości, Ziczek również uczestniczy w takich sesjach. jej głównym zadaniem, przez pierwszych ‚naście’ lekcji było trzymanie paszczy na kłódkę. niby banalne, ale wierzcie mi, że nie dla jamnika. bardzo cieszę się, że udało mi się zagryźć zęby i zrobić z nią te sesje, bo od ostatnich kilku prób możemy już skupić się na bardziej wymyślnych zadaniach bez wchodzenia na wysokie tony, trzęsienia się i terroryzowania mnie. paszcza zamknięta, umysł otwarty, możemy działać!

dzisiejszym zadaniem było wytłumaczenie długiej towarzyszce, że tylne łapki mogą stać wyżej od przednich i ona sama jest w stanie nauczyć się je kontrolować. Zelówka zaoferowała mi setki kombinacji związanych z przednimi łapkami, jęzorem, przekrzywianiem łebka i w głowie jej się nie mieściło, że może chodzić o coś innego. konsekwentne wyłapywanie ruchu ‚prawą tylną’ zaowocowało coraz wyższym jej podnoszeniem, pacaniem w wiklinowy koszyk, oparciem się o niego, a później szybko do ‚prawej’ dołączyła ‚lewa’ i problem z głowy. prawda, że proste? dzielny jamnik!

Zelówka, wyjdź z pokoju
Cuuuukiiiiieeeeer!

weszła matrona…

Cukier to jest specyficzna istota. gdy w zasięgu jej wzroku pojawia się smakowity kąsek, jakimś dziwnym zbiegiem okolicznosci jego klon zastępuje miejsce jej mózgu, a łapki wydają się działać niezależnie od czegokolwiek.
zadanie to samo.
Cukier paca, Cukier siada. paca i siada. paca i siada. paca i… podrywa się, pacając mnie łapą. powtarza cały schemat dodając dźwięk w stylu ‚zardzewiałe zawiasy’. paca, patrzy i z oburzeniem wyskakuje czterema łapami w górę – uff, ląduje -> smakołyk. Cukier nie rozumie… powtarza swoją sekwencje, znów unosi się w powietrze, w jej paszczy ląduje kolejny smaczek i Cukier teraz to już naprawdę nie rozumie! bywa i tak, dlatego ta sesja, skończyła się dla Cukra utwierdzaniem jej w przekonaniu, że można stać, a nie siedzieć, leżeć, udawać fokę itepe…

Cukier, wyjdź z pokoju

czas podnieść własne zwłoki, zmienić karmę i Zamsz już wie, że nadeszła jej pora!

pozwolę sobie, przed jakąkolwiek relacją, pochwalić Zamsza! otóż od jakiegoś czasu, odkryła, że jej piękna, biała głowa skrywa coś więcej niż orzeszek i mimo, że każda sesja jest dla niej nie lada wyzwaniem, męczącym w sposób krytyczny jej psychikę, to naprawdę Zamszer jest bardzo ambitnym studentem!

jest ślina, możemy zaczynać! na początek oczywiście tuptanie. jak zwykle nie przynosi żadnych skutków więc Zamsz postanawia udawać cyrkiel. kładzie się na podłodze i z przykutą do niej głową odpycha się tylnymi łapkami wyznaczając okręg. chyba nie działa, Zamsz wzdycha i siada. no dobra, nie od razu kraków zbudowano, smaczek. uszy zbierają się na szczycie głowy, Zamsz postanawia wstać. smaczek, smaczek, smaczek. haaa! Zamsz jest mądry, Zamsz się ostatnio uczył cofania! smaczek należy się jak najbardziej. w tym miejscu następuje krótka przerwa na cofanie się w absolutnie każdym kierunku, w końcu Zamsz staje zdziwiony naprzeciwko mnie, mając z tyłu posłanie i zaczyna się cofać. lawina smaczków, życie jest piękne! gdy już ostatni okruszek znalazł się w zamszowym żołądku, właścicielka tegoż próbuje jeszcze raz – no koniec świata! znowu się udało! i jeszcze raz, i jeszcze… no za łatwo być nie może, rzucam smaczek na koniec pokoju, ustawiam koszyk niższą ścianką w stronę regału tak, by Zamsz musiał troszkę bardziej wysilić zwoje i przestać wpychać swój odwłok, a zaczął łapka po łapce wchodzić na przeszkodę. chyba mnie suka trochę rozbestwiła swymi przejawami geniuszu i stąd ta śmiałość w stawianiu wyzwać, jednak tym razem musimy zakończyć na czymś łatwiejszym. nie szkodzi, jak na pierwszą sesję poszło świetnie, później musi być już tylko lepiej :)

Zamsz, wyjdź z pokoju
Kjuułiiiiik!

najlepsze zostawiam na koniec. Kjułiczka paniuni książniczka!

Qsław przeciąga się leniwie, podchodzi do koszyka i targetuje go lewą łapą. smaczek. Qsław przeżuwa i wspina się łapkami na rant ścianki. smaczek. obracam koszyk, żeby skorzystać z wyższej ścianki, co robi Qsław? zajmuje profesjonalnie pozycję dwa na dwa. no i co ja mam z tym psem zrobić? no to wyciągamy ciałko do przodu, zostawiając tyle łapki na koszu. no problem. hmm. rezygnuje z tego ćwiczenia, robimy powtórzenie znanych sztuczek, ale niestety mój pies wykazuje się dziś wyjątkowym geniuszem. nie chcę klepać cały czas tego samego.
chwila zastanowienia i już wiem! błyszczę! mam niecny plan!
otóż… Qsław kładzie się, smaczek. turla się i nic. no to znowu się kładzie na boku, przeżuwa smaczek i obraca lekko głowę, no brawo! patrz na mnie trochę zdziwiony, bo o co mi, kurde, może chodzić? no ale smaczek był, obraca głowę jeszcze raz, jupi! i kolejny! i kolejny, ale nastąpiła cisza. no to wyciąga mocniej szyje, smaczek! postanowił sie więc podnieść… dupa blada, nic z tego, kładzie się znowu, wyciąga szyje i paca pyskiem w udo – eureka! zaczyna coraz intensywniej dotykać nosem tylnej łapy, nos się wygina, ale ciągle cisza, sięga dalej… smaczek! na psiego boga, co ta kobieta znowu wymyśliła?!?! czacha paruje, trybiki pracują i nagle, błysk w psim oku – namierzył ogon! paca nosem, jest i smaczek! paca, smaczek, paca, smaczek, paca… cisza. no tego to za wiele, już próbował się zebrać do kłapnięcia w ramach niezadowolenia, ale traf chciał, że blisko paszcz znów był ogon, grad smaczków! no, trzeba było tak od razu!

i tu słowo zakończenia. do Qsława nie dociera, że zadanie może zakończyć się na pewnym etapie. on ZAWSZE stara się zrobić coś lepiej więc nie muszę chyba dodawać, że skończyliśmy na próbach wyrwania ogona z szanownego odwłoka Księcia Ciemności? i nie muszę też chyba dodawać, że chwilę wcześniej, w przypływie emocji, pomylił tylną łapkę z ogonem i też próbował ją wyrwać z korzeniami…? no bo jak zwykłe złapanie nie działa, to trzeba się bardziej postarać, czyż nie…?

kochamy nasze borderki…;]

Reklamy

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: