Qsławowy protest.

mój pies jest ‚rozklikany’.

kształtowanie mu czegokolwiek to naprawdę duża przyjemność. szybko wyciąga wnioski, jest fajnie zmotywowany, dobrze współpracuje, mam szczęście jednym słowem :)

bestia niestety, poza tym, że kreatywna, bywa też szczwana.
do tej pory tylko raz próbował mnie zrobić w kuja, gdy postanowiłam go, za czasów ‚szczawiowych’ nauczyć turlania się. Qsławowi było zupełnie nie w smak takie zachowanie więc postanowił mnie ordynarnie wykiwać. uzyskanie zachowania nie wychodziło prze kilka ładnych sesji i zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. pies niby leżał, niby na boku nawet… przekręcał głowę, pokładał lekko łopatkę, ale czułam się w trakcie tego wszystkiego, jakbym pracowała z amebą, a nie żadnym border collie.
szło opornie, choć w gruncie rzeczy postępy jakieś tam były, ale jak na to, co zwykle prezentuje mój pies można by rzecz, że pomijalne. bałam się, że moje wymagania są nieczytelne, że może on nie wie, czego od niego chcę, że za szybko podnoszę kryteria, no.. sama nie wiem… bawiliśmy się więc w kotka i myszkę, średnio regularnie przez dobrych kilka miesięcy, aż wreszcie mnie oświeciło. mój pies od początku nie kombinował w stronę żadnego innego zachowania. nie próbował wstawać, warować prosto, nie szczekał, nie deprymował się. on po prostu działał jak mucha w smole ale cały czas w dobrym kierunku. ja oczywiście, nie doceniając perfidności tego stworzenia, obchodziłam się jak z jajkiem i nagradzałam każdy najmniejszy ruch, a wtedy w qsławowym oku pojawiał się błysk i kolejny ruch był jeszcze delikatniejszy. ‚no mamo, przeciez ja nie rozumiem, wytłumacz mi jeszcze raz i daj smaczka!’.

przygodę z turlaniem sie zamknęliśmy w dwóch następnych sesjach. zaznaczę, że pod koniec drugiej turlał się w obie strony.
w czym tkwił sęk? nie chcę zabrzmieć tu jak nawiedzona wariatka doszukująca się w swoim czterołapnym przyjacielu ludzkich cech, ale… moja teoria głosi, że szanowny czarno-biały padalec! z jakiegoś tajemniczego powodu nie zapałał sympatia do pomysłu turlania. wpadł więc na genialny pomysł wykorzystania mojego dobrego serca i postanowił udawać osła. dawał z siebie tylko tyle, ile uważał za stosowne, a ja w trosce o ‚poprawność polityczną’ jego nauki, poziom motywacji i inne bzdety, obniżałam jeszcze bardziej kryteria, by utwierdzić go w pewności co do tego, a co mi chodzi. no to go utwierdziłam… w przekonaniu, że można mnie pięknie wyrolować…;)

ten przydługi wstęp tyczy się dzisiejszej sesji. otóż po prawie 4ech latach od tamtego pamiętnego wydarzenia Qsław postanowił spróbować szczęścia jeszcze raz!
pisałam ostatnio o sesji z łapaniem w zęby własnego ogona. postanowiłam podłożyć pod to komendę więc wzięłam smaki i zawołałam psa. pierwsze trzy zaoferowane mi zachowania, zgodnie z założeniem, były pięknymi, celnymi, obślinionymi chwyceniami ogona w paszczę. pańcia uradowana, choć niczego innego się nie spodziewała…;) a później Książe Ciemności uznał, że to w gruncie rzeczy strasznie durna sztuczka. jako, że uczę się na błędach i cały czas mam w pamięci wcześniejszą jego mistyfikację, postanowiłam przeczekać wygłupy typu kłapanie, wyskakiwanie z czterech łap w górę, otrząsanie głowy, oblizywanie nosa i inne pierdoły, które ostatnio nagradzałam. Ty wiesz o co mi chodzi skubańcu! na chwilę zatrzymał się, popatrzył wnikliwie ciemnymi ślepiami i z pełnym rezygnacji westchnieniem obrócił głowę w kierunku…. no juz prawie wyrwała mi się pochwała, bo durna myślałam, że w kierunku ogona, ale nie, moi państwo! Qsław postanowił złapać zębami za stojącą w pobliżu klatkę… wywróciłam oczami i czekam dalej, ale przecież jak Książe Ciemności protestuje, to nie ma… kuja we wsi! Kjułiczek nieprzejęty brakiem mojej aprobaty dalej dzierży dzielnie metalowe drzwiczki w ryju! niewinne zerknięcie w moją stronę – no przecież na pewno o to Ci chodzi! daj spokój ogonowi, zobacz jak fajnie miotam klatką! i sruuu, ciagnie klatę dalej. odjechała od ściany… wyjechała na środek pokoju. zakręcił z nią kółko, puścił, usiadł…. popatrzył i pacnął na ziemię z rezygnacją. smaczek! pełen obrzydzenia sięgnął pyskiem w stronę ogona i złapał go. smaczek! smaczek! smaczek! złapał kolejny raz i kolejny i kolejny… góra smaczków! koniec!

ciekawe co następnym razem wymyśli…;)

Reklamy

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: