podstawiamy się. dosłownie i w przenośni ;)

od dobrych dwóch tygodni jestem chora, oskrzela się o mnie upomniały…;] zawsze jesienne przypadłości atakowały gardło co uznawałam za ‚najgorsze z możliwych’ ale aktualnie odkrywam nowy wymiar ‚najgorszości’ czyli gardło nie boli, z nosa nie cieknie a co dwa oddechy ‚ahu-ahu’. skutek tego wszystkiego jest taki, że psy mają ograniczoną aktywność, bo z jednej strony trudno coś trenować gdy się wypluwa płuca, z drugiej próbuję nie pogarszać sytuacji dodatkowym ziębieniem się.

biedne borderki. nie wybiegane. nie wyfrizbowane. nie kochane. i na dodatek czarno-białe! ;-)
są oczywiście sesje smaczkowe, ale co to za życie bez frizbiaczy…?

co to za życie bez połamanych paznokci JA się pytam?! czas z tym skończyć!

w ramach propagowania szlifowania szeroko pojętych ‚foundations’ wzięliśmy dziś na tapetę multiple.

z podstawami to jest trochę tak, że jak się podchodzi do czegoś na serio, serio to się człowiek czepia. można ot, tak rzucić psu dysk i on go złapie, i można nawet stwierdzić, że to już najwyższy sukces, ale wtedy życie byłoby taaakie proste…;)

fakt posiadania czterech psów oznacza 4x więcej kąpieli, karmienia, pracy, ale daje mi też 4x więcej możliwości do obserwacji ich zachowań, reakcji. lubię ćwiczyć z nimi pozornie to samo, bo w pracy z każdym wychodzi jakiś inny ‚problem’.

założenie na dziś było takie, by przy użyciu dwóch dysków z każdym z burasów zrobić multipla ‚na wymianę’. każdy mój pies jakoś robi to ćwiczenie jednak chcę tu opisać głównie to, z czym się borykaliśmy w trakcie sesji, a nuż, przyda się komuś inspiracja ;)

potrzebne akcesoria:
-dwa dyski
-kanapa
-dywan, chodniczek, coś na czym psu nie rozjeżdżają się łapy

na pierwszy ogień poszedł Zamsz, mój nowy frizbidog!
głównym problemem białogłowej jest brak mózgu. właściwie to ona ten mózg ma, tylko najczęściej zapomina go włączyć…;)
w tym sezonie Zamsz bardzo wyraźnie pokazał, że gdy przestaje działać połączenie ‚łapki-zawartość czachy’ z łapaniem bywa różnie. od jakiegoś czasu pracuję nad tym z nią usilnie i jest coraz lepiej. plan był więc taki by skupić się nad wyrobieniem nawyku niecofania się po złapaniu dysku i w miarę możliwości stania w miejscu. oooo, pojechałam. STANIA W MIEJSCU ;] z pomocą przyszła nam kanapa. pies siedzi w rogu, ja siedzę blisko na podłodze, naprzeciwko niej. dysk rzucony, dysk złapany, Zamsz na mojej twarzy… no dobra. posadziłam potwora o rozbieganym wzroku i trzymając dyski w obu rękach, na spokojnie poprosiłam ją o naprzemienne łapanie każdego z nich. zaznaczałam słowem zarówno skuteczność chwytu jak i trzymanie zadka w miejscu. podziałało. no to rzucamy. co robi Zamsz? puszcza schwytany dysk, przewraca go ‚do góry nogami’ i podaje wycofując się. przypominam suce, że frizbiacza naprawdę NIE TRZEBA obracać przed podaniem prosząc ją kilka razy o poniesienie go, leżącego na ziemi napisami w górę. załapała. ponieważ trzymałam rękę w tym samym miejscu, czekając na podanie talerzyka, Zamsz najpierw po cofnięciu podchodzi, później przestaje wykonywać niepotrzebny ruch w tył i po ‚catch’ wyciąga szyję w moim kierunku podsuwając dysk. czyżby mózg zaczął działać? ;))

drugi z kolejce ustawił się Qsław. co mnie boli w jego multiplach? równowaga i cofanie się. on robi ten element naszego fristajlu w stójce i w 95% wychodzi bez problemu, ale chciałabym pozbyć się wrażenia, że miota się na tych dwóch łapkach strasznie i tylko przyzwoitość nie pozwala mu spaść na cztery…;) no i chodzenie do tyłu. biorę cztery frizbiacze, a później idąc w jego stronę rzucam jeden po drugim przy okazji utrudniając sobie możliwość łatwego pozbierania ich później. coś trzeba z tym zrobić!
pies na kanapie, jakieś 30cm ode mnie ‚sit pretty’, rzut, chwyt i…dupa blada. Czarny Książe nie uważa, że utrzymywanie pozycji ‚up’ równa się utrzymywaniu pozycji ‚ładnie’. trochę go ‚łamie’ po złapaniu dysku i opada na cztery łapy. z wycofywaniem nie ma problemu bo robienie ‚ładnie’ je zwyczajnie wyklucza. wiele razy pisałam już, że Q jest łatwy w obsłudze więc i tym razem rozwiązanie nie było żadnym odkryciem Ameryki – podobnie jak z Zamszem, najpierw zrobiliśmy naprzemienne łapanie dysków z obu rąk, a później płynnie przeszliśmy do rzucania. z pewnością będę to powtarzać w przyszłości, bo samo ćwiczenie fajnie wzmacnia mięśnie potrzebne do zachowania równowagi i wymusza na psie bycie blisko, o ile właśnie tak go posadzę ;)

trzeci Zyczek-Bzyczek. Zelówka kocha frizbi i mimo, że możliwości już nie te, co kiedyś dalej robi wielgaśne oczy na widok dysków.
Dziamot jest jednak doświadczonym zawodnikiem, uczonym przez zielonego łosia i w związku z powyższym kompletnie nie rozumie sensu czegoś takiego, jak łapanie serii krótkich rzutów ‚do pyska’. no jaki w tym sens dla jamnika? ni to vault, ni to flip, a już tym bardziej daleki rzut czy uwielbiany przez Zelówkę airbounce. po co to komu? chwyta więc dysk i burczy zaciekle próbując wymusić szarpanie. szybko sobie z tym radzimy chwaleniem odpowiednich zachowań.
na Z lubię ćwiczyć swoje umiejętności ;) postanawiam więc rzucać dyski raz prawą, raz lewą ręką i co mi z tego wychodzi? ano to, że mój SeniorMistrzWymiatacz kompletnie ignoruje talerze wypuszczone z lewej ręki. jest tak skoncentrowana na prawej, że naprawdę ciężko ją od niej odkleić i skupić na mojej lewej stronie. wyjścia nie mam. zostawiam jeden dysk trzymany w lewej ręce i zaczynamy od szarpania, stopniowo przechodząc do rzutów. oj, będę miała jutro zakwasy ;)

na koniec wisienka na torcie, znaczy Cukier (puder?) Cukć dziś błyszczał! byłam pewna, że z racji problemów z przedwczesnym puszczaniem dysków będziemy i tu się z nimi mordować, ale widocznie moja bliska obecność dobrze na nią działa ;) oczywiście udało jej się wylądować mi na głowie w pierwszych kilku rzutach, natomiast generalnie była dzielna, puszczała w odpowiednim momencie, ładnie łapała i jedyne na co trzeba było zwrócić uwagę to utrzymywanie pozycji siedzące, nie leżącej, na początku ćwiczenia. taka mądra Matrona!

po co robię to wszystko? mogę przecież nie wydziwiać, dostosować się do tego co psy potrafią same z siebie i i tak wyjdzie.
moim zdaniem, trenowanie frisbee tym się różni od napierdzielania dyskami, że staramy się doskonalić zarówno swoje jak i psie umiejętności jak i zgranie ich razem. im więcej ich posiadamy, tym bardziej zwiększa się zbiór rzeczy dla nas prostych do wykonania, tym większa też skuteczność tego, co robimy.
skoro mój pies potrafi złapać forehand, overhand, thumber i wiele innych rzutów to czy przypadkiem kolejny, nowy nie będzie dla niego łatwiejszy w ogarnięciu? czy zwyczajny backhand nie stanie się wtedy bułką z masłem?
mam i te nieszczęsne multiple, w których bez względu na to skąd i jak rzucam, pies łapie, wymienia dyski; potrafi stać przy tym w miejscu wyżej/niżej ode mnie, mogę je zrobić jak chcę czy to z ziemi, czy z pleców, w stójce, ogranicza mnie tylko wyobraźnia.

każdy lubi odnosić sukcesy, są one niezwykle motywujące do dalszego działania. cieszymy się my, cieszą się z nami nasze psy, mamy dużo zapału do działania.
czemu więc sobie nie ułatwiać zadania? przecież każda, nawet najbardziej wyrafinowana budowla musi mieć solidne podstawy, o które ciągle się dba ;))

na koniec trochę fociszczy, tym razem nie tylko Kujowych.

Paula z Weną

Aga z Andzią

Sławek z Tintą

Michał z Kajtkiem

Reklamy

About agnieszkazq


One response to “podstawiamy się. dosłownie i w przenośni ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: