co tam andrzejki, Zelówka świętuje!

dokładnie 11 lat temu na świecie pojawił się najwspanialszy

najdzielniejszy

najsłodszy

i najbardziej przebiegły dziamot!

mama Zelówki została przygarnięta przez rodzinę moich ówczesnych sąsiadów, a później postanowiła im się odwdzięczyć najlepiej jak mogła za całe dobro, które ją spotkało i… obdarowała ich solidną gromadką szczeniaczków ;]
zachwyceni byli z całą pewnością niezmiernie, maluszki były słodkie jednak coraz bardziej ruchliwe i tak nadszedł moment, w którym trzeba było poszukać im nowych domów. w ten oto sposób na klatce schodowej zawisło ogłoszenie, ZE ZDJĘCIEM, koło którego, chcąc-nie chcąc, musiałam codziennie przechodzić.
no i jak go nie czytać? jak nie patrzeć na takie maluchy oczami Elmirki, która od kiedy tylko pamięta marzyła o własnym ‚piesecku’…?

mając kilka lat dostałam od mojego taty coś w stylu ‚wielki atlas psów’ i myślę, że nawet na chwile obecną, jest to najbardziej wymacana, sfatygowana i znana, przynajmniej mi, na pamięć książka w moim domu ;)

wracając do tematu, codziennie urabiałam mamę, że takie śliczne, i że to na pewno jest znak z tym ogłoszeniem na NASZEJ klatce, ale było ciężko. wcześniejsze ‚testy odpowiedzialności’, w postaci chociażby świnek morskich, świadczyły o moim poczuciu obowiązku nie najlepiej… no i oczywiście standardowe argumenty, że nie ma miejsca, i czasu, i jak wszyscy w domu zachorują na febrę to kto się nim zajmie…? ;)
ale, ale! mam siostrę! starszą! i mądrzejszą! i bardziej obowiązkową! no i przede wszystkim, ta siostra, mimo, że nie tak namolnie jak ja, też po cichu marzyła o czterołapnym, szczekającym futrzaku ;) proces podejmowania decyzji był długotrwały i żmudny, jednak to właśnie wstawiennictwo Gosi przechyliło szalę i w ten właśnie sposób, juz kilka dni później, leżałam na kanapie patrząc w wielkie, brązowe oczy, kropiaste uszy i długaśne ciałko. łapy to, to miało jak bernardyn, siłę pęcherza jak pamięć cioci Krysi, jednak było absolutnym spełnieniem marzeń! było i, co najważniejsze, dalej jest!

że nowy rozdział życia, to już wielokrotnie pisałam. że zmiana o 180 stopni to pewnie też.
myślę, ze nikt, w momencie podejmowania decyzji o wzięciu, nie przypuszczał nawet jak bardzo wywróci nasz świat do góry nogami. myślę, że żadna z nas nie żałuje tej decyzji. Zelówka jest wspaniała, jedyna w swoim rodzaju. myśląc o sobie, zawsze powtarzam, że głupi ma zawsze szczęście i trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno :))

30 listopada to zarówno jeden z wspanialszych dni, bo wtedy właśnie urodził się Pies Mojego Życia, z drugiej, coraz częściej myślę o tym, że już go nie lubię, bo każde urodziny Lady Z przypominają mi o tym, że to już kolejne…
po przekroczeniu ‚magicznej dziewiątki’ widać na dziamówce upływający czas. serducho jest dalej wielkie, uszyska nakrapiane, łapki dużo chcą, tylko się czasem rozjeżdżają…

Bzyczku, wszystkiego, co najlepsze, dużo zdrówka i nieschodzącego z pysia uśmiechu co najmniej na kolejne 11 lat!

Reklamy

About agnieszkazq


4 responses to “co tam andrzejki, Zelówka świętuje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: