w telegraficznym skrócie.

zaklinałam wiosne bardzo długo, a jak już przyszła, to nie ma na nic czasu ;)

początek kwietnia, nikt już nie miał nadziei, że nadejdą słoneczne dni… zima robiła nas profesjonalnie w… no właśnie.
co się robi w tak beznadziejnych przypadkach? odpowiedź jest prosta! należy pojechać w magiczne miejsce i odprawić odpowiednie rytuały :)
pierwszy weekend kwietnia upłynął nam w Annówce! jadąc tam, na warsztaty fotograficzne, przedzieraliśmy się przez śnieg i lód, wyjeżdżając, srebrna szczała radośnie pląsała w błocie :)

w ramach pamiątki, od wspaniałych uczestników mamy zacne foteczki!

drugi weekend był terminem pierwszego LADC w Gliwicach.
pogoda zaczęła działać w przyspieszeniu i choć do tropików było daleko, to śniegu, mrozu, paskudności nie uświadczyliśmy.
zamiast nich były cztery wspaniałe grupy,które dzielnie pracując naładowały mnie ogromem pozytywnej energii. bardzo fajnie spędzony czas, choć regenerowałam się później kilka dni… ;)

trzeci tydzień frizbowo-psiowo wolny, ale nie tylko tym człowiek żyje.

trzeba było przede wszystkim zbierać energię na maraton, który rozpoczął się 25ego od odwiedzin w puczilandii. wieczorem rozpływanie się nad szczeniaczkami, a następnego dnia odwiedziliśmy seminarium agility z Iwoną Gołąb.
ale fajnie było być obserwatorem! posłuchać hopeczkowych mądrości, pogadać z ludźmi, poobijać się no i, nieskromnie dodam, popodziwiać geniusz swojego psa :)) spokojnie – frizbowy oczywiście!
z placu wróciliśmy w czerwone ciapki, gdyż! słońce prażyło! to pierwszy taki dzień w tym roku, w który nie ma wątpliwości, że niedługo będzie lato :)

mówiłam, że będzie maraton? mówiłam. po 19ej ruszyliśmy w stronę Gdańska.
podróż była chrztem bojowy naszej wytrzymałości. wstępnym oczywiście.
nad morzem, jak to nad morzem, ciut chłodniej, jakieś 20st różnicy w stosunku do dnia wcześniejszego. śmieszne uczucie chować pod kurtką i szalikiem spieczoną skórę…
sobota upłynęła pod znakiem chłodu więc na niedzielę uzbroiłam się w super ciepłe ubrania i jak nie trudno się domyślić, świeciło wtedy słońce :) uczestnicy byli bardzo dzielni i w oba dni starali się bardzo mocno!

przy okazji LADC w Trójmieście nie sposób nie wspomnieć o wesołej rozmowie z panią z hostelu, w którym się zatrzymaliśmy, z której wynika, że 5 psów i 3 osoby – to nie jest normalne!

„ale one nie śpią na łóżkach!”

życzę każdej firmie oferującej usługi noclegowe zastawania takiego porządku w pokojach gości, jaki zostawiliśmy po naszej trójce i pięciu krwiożerczych bestiach :))

tym optymistycznym akcentem kończę telegraficzny skrót kwietnia, bo majówka…. to w końcu MAJówka ;)

Advertisements

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: