de-szcze nie-spo-ko-jne, czyli DCDC Wrocław

w miniony weekend, we Wrocławiu, odbyły się pierwsze w tym sezonie zawody z serii Dog Chow Disc Cup.

pojawiliśmy się na miejscu jak zwykle w piątek. rozstawianie namiotu, pola i rozmowy z dawno nie widzianymi znajomymi upływały nam w sielskiej atmosferze ogrzewanej nie tylko pozytywnymi emocjami, ale i bardzo wyraźnymi promieniami słońca. nawet przez chwile przemknęła mi myśl, że w sumie po co zabierałam tyle ciepłych ubrań, kalosze, kurtke… pląsanie szczeniaczków, moja ukochana wrocławska pizza, wieczór przy winie, cudnie! a później nadeszła sobota.

sobota pod znakiem deszczu. od samego rana, do późnego popołudnia towarzyszyły nam mniejsze-większe krople pogodowego hejtu. zawodnicy dzielnie walczyli, ale pole z minuty na minutę coraz bardziej przypominało błotnisty basen, aniżeli parkową łączkę, a namiot sędziowski, cóż… sami oceńcie

fot Zyniu

stopień mojego poschizowania przedstartowego był ogromny.
pamiętam jak się kiedyś zakończył jeden z fristajli w deszczu i od dobrych kilku lat zawsze się boję, gdy pogoda zaczyna kaprysić. dodatkowo te zawody to był mini sprawdzian tego, czy opłacało się całą zimę tłuc jedynie podstawy, a – nie oszukujmy się – błoto to duże wyzwanie dla psów pracujących w pełnym zaangażowaniu i dużej prędkości.
chyba nie było tak źle, jak mogłoby być, sądząc po punktacji, ale niestety, nic na ten temat nie wiem, z nerwów miałam czarną plamę przed oczami ;)

na dowód tragizmu sytuacji:

fot. Paulina Setusowa

doszły mnie jednak słuchu, że książe ciemności mocno ratował sytuacje i wyłapywał koślawe rzuty oraz słuchał mojej odruchowej formułki.

fot. Patrycja Wiśniewska

<3

w niedzielę pogoda była dużo bardziej przychylna. moim głównym celem stało się opanowanie swojego organizmu, bo jednak grunt to świadomość, no i… lubię widzieć co robię :)

jako, że openowe zmagania zaczynały się od toss&fetch’a to wiedziałam, że później będzie już tylko lepiej.
słabościom należy jednak stawiać czoła, dlatego z samego rana wybrałyśmy się z Paulą na rzuty próbne. wyszły nie najgorzej, ale wiedząc o swoim ‚szczęsciu’ w tossie nie nastawiałam się na wiele, grunt to zrobić dobry drugi fristajl!

jakież to życie bywa przewrotne.
tossik był tossem mojego życia z Q. wywalczyliśmy 21,5pkt!
6 rzutów. jeden nie złapany. jeden na trzecią strefę.
reszta czwóreczka w powietrzu. tak naprawdę w powietrzu!
po drugim rzucie odczuwałam, co prawda, galaretę zamiast ręki ale udało się okiełznać emocje. szczęście nie do opisania bo i ja rzucałam całkiem nieźle i ON był skoncentrowany na zadaniu, szybki, skaczący.
cieszyłam się jak głupia, bo przecież skoro w dystansie poszło nam tak świetnie, to fristajl, szczególnie, że stary, będzie pestką.

nie był.
pogubiłam się i to totalnie, cholera wie dlaczego. zawsze w trakcie występu mówię dużo do Q, a tym razem plotłam trzy po trzy, wysyłając mu sprzeczne sygnały. efekt był pożal się boże i myślę, że ślady moich pomyłek długo mi będą o tym przypominać.
zawsze, gdy ktoś mnie pyta o vaulty, mówię, że dobry rzut jest gwarancją braku krwawych śladów.. no właśnie :)
smutno mi strasznie i nie chodzi tu o wynik czy lans, ale o zwykłe poczucie satysfakcji, płynące z tego, że robi się dobrze coś, co się umie.
trudno, następnym razem będzie lepiej. cieszę się za to niezmiernie, że to ja byłam tym słabym ogniwem, Qsław dał radę :)
zawody skończyliśmy na 9 miejscu i dostaliśmy kwalifikację do finału krajowego. uff :)

są jednak dowody na lepszą pogodę!

fot Jagoda Młynarczyk

dajdaj

kochany…

mina podsumowująca

nie mogę zapomnieć, przy okazji relacji, o Naiu, dla którego były to pierwsze zawody.
był bardzo dzielny, pierwszego dnia spędzając prawie cały czas grzecznie w klatce. już wiem, że gardzi błotem :)
w niedziele udzielał się mocno rozdając buziaki na prawo i lewo, oglądając pokazy flyballu, naparzając się z braćmi.
wbrew temu, co sądziłam, po całej imprezie, wcale się nie rozpuścił tylko postanowił brać przykład ze starszych kolegów i pięknie się skupia, ładnie pracuje, nie wzrusza się nowymi sytuacjami. kochany szczeniak :)

zawody w Poznaniu już niedługo, czas wziąć się w garść. do zobaczenia na Cytadeli!

Reklamy

About agnieszkazq


One response to “de-szcze nie-spo-ko-jne, czyli DCDC Wrocław

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: