DCDC Poznań

będzie egoistycznie, frizbowo i kujowo.

zacznijmy od tego, że…
zawody w których chciałoby się startować fristajlowo, a nie można są do chrzanu.
no, chyba, że wychodzi się na znienawidzone super pro i w pierwszej rundzie robi 13,5pkt a w drugiej 24,5 :D

Poznań w tym roku obrodził jeśli chodzi o ilość zgłoszeń więc było co robić.
słoneczko przypiekało mocno, zegar pędził niemiłosiernie ale i tak z każdym prezentowanym freestylem czułam lekki smutek, że samej nie będzie mi dane wystąpić.

zgłosiłam Kjułiczka do tossa, bo przecież nie mogłabym wziąć go na zawody i nie porzucać frisbee na polu. poza tym, na ten sezon zaplanowałam sobie tosendfeczowe odpauonczanie umysłu.

o tym, że konkurencje dystansowe nie są moja mocną stroną pisałam już nie raz. o tym, że po zeszłorocznym seminarium z Apryl ‚tłukliśmy’ podstawy też coś wspominałam.
miałam takie małe marzenie, po zawodach we Wrocławiu na których wywalczyliśmy 21,5pkt, by tym razem udało się zrobić 22,5.
wiedziałam już, że pies myśli, a ja jestem w stanie dorzucić na tę nieszczęsną czwartą strefę…

pierwszy dzień, pierwsza nasza runda i mocny wiatr.
męczę biednych ludzi na zajęciach frisbee o rzucanie pod wiatr więc cóż mi pozostało? przynajmniej miałam pewność, że włosy nie wpadną mi do oczu… ;) ostatnio cierpię na totalny brak pamięci w temacie przebiegu swoich startów. pamiętam tylko, że pierwsze dwa(?) rzuty schrzaniłam, próbując pokonać wicherek, później w ramach troski o psa rzuciłam jeden krótki, a później była trzecia strefa i dwie czwarte. wyskok był, o środku pola mogłam pomarzyć.
zdaje się, ze nie tylko mi ‚wiatr wiał w oczy’ bo z tak śmiesznym rezultatem wylądowaliśmy na końcu top 20…

drugi dzień, druga runda.
niby coś wieje, ale delikatniej, bardziej przewidywalnie i nie aż tak przeszkadzająco. byłam mistrzem zen i koncentracji do tego stopnia, że moje skupienie pozwoliło mi tylko usłyszeć, ze za chyba pierwszy rzut, na trzecią strefę dostaliśmy 4 punkty, czyli był wyskok i środeczek! nie miałam nic do stracenia więc postanowiłam rzucić ciut dalej, a Q tak pięknie biegł, łapał i wracał, że unosząc sie na różowej chmurce rzucałam dalej :)) dopiero po skończonej rundzie, z psem uwieszonym na dysku usłyszałam wynik – 24,5 punktów! najpierw się ucieszyłam, później nie uwierzyłam, ale nikt nie chciał zaprzeczyć… ;)
chmurka nie opuściła mnie do końca dnia, podobnie jak stale wypowiadane przeze mnie hasło ‚dwadzieścia cztery i pół, ja cie!’

trafiło mi się trochę, jak ślepej kurze ziarno :)) bo prawdę mówiąc, taki wynik w moim wykonaniu, to raczej wyjątkowy zbieg szczęścia i sprzyjających okoliczności, aniżeli nowy standard wynikający ze zdobytych umiejętności. tak czy inaczej, cieszy i to bardzo! szczególnie, że udało ostatecznie zająć ósme miejsce i zdobyć kwalifikacje na finał do super pro.

niedzielny wieczór mistrz dystansu Qsław spędził w towarzystwie mistrzyni fristajlu Hondzi na pięknej, poznańskiej Malcie i to zdjęcie musi wystarczyć w tej notce, gdyż na toss&fetchu nikt nie robi fot ;)

a w ogóle, to…
24,5 – JA CIĘĘĘĘ!

Advertisements

About agnieszkazq


2 responses to “DCDC Poznań

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: