annówking!

w tym roku urlop spędziliśmy intensywnie!

plan obejmował wakacje z frisbee w Annówce z małym ‚przed’ i ‚po’ w ramach rozpuszczania samego siebie.
ten moment, w którym wiesz, że jeszcze tylko kilka godzin w pracy, szybkie pakowanie i wziuuu! a potem tylko czilaut, czilaut, czilaut 8)

Annówka, ah… przecież wiadomo, że nie da się jej atmosfery ując słowami!
spacery z psami, pluskanie w jeziorze, plac treningowy pod nosem, świetne towarzystwo, wspaniała kuchnia Marta-leny Gessler, wymieniać można by bez końca, bo pozytywów zawsze jest tyle, ze nawet krwiożercze komary nie przeszkadzają aż tak.

ostatni weekend czerwca upłynął nam na słodkim lenistwie.
zjeżdżający sie w niedzielę goście byli zapowiedzią pracowitego tygodnia – obozu frisbee. Nai z każdym kolejnym uczestnikiem wpadał w coraz większą euforię, bo przecież skoro jest u cioci Marty, to prawie jak u siebie, a skoro tak, to on przecież ma obowiązek przywitac wszystkich! rozdawał więc buziaki na lewo i prawo, gliździł się i robił słodkie minki, a ja z uśmiechem nr 5 dziękowałam za kolejne komplementy dotyczące jego rudych kropek na łapach… wybaczam wam jednak, moi drodzy, mieliście szanse życ w niewiedzy. na przyszłość oświadczam, że wiem, ze on ma rude tu i ówdzie i staram się z tym jakoś życ, choć nie jest lekko ;)

w niedziele przyjechała też Paula z nadmorskiego, agilitowego lansu. tym razem Q był w siódmym niebie, bo jego khekhem lachonarium było juz w zasadzie w komplecie ;)
w poniedziałek dołączył Pająk z Westem. pierwsza postać wywołała ogólna radość wśród ludzkich jednostek, za to na drugą dzikim pląsem zareagowali bracia – Nai i Nismo.

obozowe dni mijały szybko. każdego z nich zajmowaliśmy się innym, fristajlowym zagadnieniem, a po obiedzie męczyliśmy tossa. był też rozegrany mecz ultimate, po którym uczestnicy zażądali dogrywki (!) i pogadanki na różne tematy. mimo niezłego upału i towarzystwa braci mniejszych, kasająco-latających, wszyscy dzielnie ćwiczyli, co zaowocowało nie jednym sukcesem i sporą ilością pomysłów na to, jak osiągnąc ich więcej :) mam nadzieję, że uda wam się wcielić je w życie i już nie długo z Paulą zobaczymy efekty na zawodach!

\

wyjazd do Wągrowca był przeze mnie niecierpliwie wyczekiwany między innymi dlatego, że miała sie na nim rozwiazać stworzona na majówce zagadka – na pierwszy tydzień lipca przypadły narodziny Zuzankowo-Qsławowych dzieci!

Zuzanna na 5 dni przed porodem:

4 lipca pojechałyśmy z Martą i dysząco-sapiącą Zuzią na cesarke. moment od oddania suczki w ręce lekarzy do pierwszych pisków szczeniąt był jednym z najbardziej ciągnących się i stresujących w moim życiu. na szczęście moja mantra zadziałała i wszystko poszło bardzo dobrze. po chwili drzwi sie otworzyły i wyszła uśmiechnięta pani doktor, trzymając w dłoniach skrzyneczkę a w niej…

są! dzieci! zdrowe! piąteczka! 3 dziewczynki! 2 chłopaków!
nie umiem opisać swoich myśli, ale jesli chodzi o postawę, to wierzcie mi, Elmirka przy mnie sie chowa…
gdy maluchy wylądowały w specjalnym piekarniku dla szczeniąt ;) mogłyśmy chłonąć ich widok, a im bardziej futerko wysychało, tym bardziej docierało do mnie, że to jednak nie wina niezabranych okularów tylko trzy chyba faktycznie nie są czarne. eh, jak widać, nawet książe ciemności ma swoje słabosci ;)

absolutnie niesamowite jest doznanie, jakie daje obcowanie z takimi kruszynkami. świadomość, że to część mojego Kjułiczka. że jeszcze chwile temu miziałam je przez mamusiowy brzuszek, a teraz są tu, na wyciagnięcie ręki. najśliczniejsze, najwspanialsze, zdrowe, silne, cudowne… można godzinami patrzeć na nie, jak jedzą, pełzają, jak śpią. wziąć na ręce takie małe stworzonko, dotknąć aksamitnego futerka, poczuć absolutnie niepowtarzalny zapach małego, psiego dziecka i wtedy wszystko wokół nie jest ważne, czas zdaje się płynąć gdzieś indziej, a my zamykamy się w chwili, która mogłaby trwać całą wieczność.

Zuzankowe córeczki

Kjułikowi synowie

o powyższych maluchach mogłaby jeszcze długo, dłuuugo, ale czas kończyć tę, i tak przydługą, notkę.

ogranięcie Naia, zajebistość Qsława, zacny tossik z Zastępcą Księcia Ciemności, wymiatającą frizbowo Puczi, dogdajwing starszyzny, Dżeja w kapoczku, małe wodniki szuwarki, wieczorne rozmowy, dzikie plasy, hendmejdowe hamburgery i całą resztę musicie sobie sami wyobrazić… ;)

dziękuję, Annówko, za kolejne fantastyczne chwile!

Reklamy

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: