podsumowanie lipca!

zachowując kolejność nadrabiania zaległości nastał czas na wspomnienie o początku lipca!
na pierwszy dzień tego miesiąca przypadła ostatnia wizyta Naia u dr Bissenika. 8 tygodni od operacji minęło chwile wcześniej, od kilku dni pozwalaliśmy sobie na coś więcej niż leżenie na kanapie

szczecińskie pląsy nie spowodowały żadnych nieprzyjemnych skutków jednak jechałam do Warszawy z duszą na ramieniu. wizyta przypadała na wtorek, a w poprzedzającą go niedziele również byliśmy w stolicy, przy okazji organizowania pokazów, gdzie Rudy przez chwile posztuczkował, a później zakulał na TĘ łapę :( szybki przegląd wykazał przytartą opuszkę, ale mój umysł zaczął generować najgorsze scenariusze. na szczęście doktor po dokładnych oględzinach pokazał kciuk w górę, cała łapa Naika działa sprawnie a nawet lepiej i tym oto sposobem dostaliśmy zielone światło na powrót do aktywności z przykazaniem corocznej kuracji i sesji zdjęciowej za jakis czas!

prosto z lecznicy wyruszyliśmy do Poznania, gdyż juz następnego dnia miał rozpocząć się cykl zaplanowanych treningów.
w przeciwieństwie do wcześniejszych spotkań, które miały poruszać możliwie wiele aspektów frizbowych, tym razem zaplanowałyśmy zajęcia tematyczne, tak by na każdym z trzech treningów, możliwie jak najlepiej dopasować poruszane zagadnienia do oczekiwań uczestników.

pomysł tematycznych spotkań wziął się stąd, że od dawna na seminario-treningach by Gumiszi&Gubiszi nie trafiła nam się grupa, w której byłyby same nieznane nam osoby i w efekcie stali bywalcy często słyszeli o danym zagadnieniu kilka razy. nie korzystamy ze skryptów więc konkretny temat za każdym razem przedstawiamy w trochę inny sposób, ba, o niektórych można słuchać kilka razy i za każdym z nich wyciągnąć coś nowego dla siebie, ale myślę, że możliwość wyboru tematyki też jest ciekawa. wydaje mi się, ze nowa formuła sprawdziła się i na pewno w przyszłości będziemy jeszcze myśleć o jej dopracowaniu :)

wracając jednak do samego wydarzenia – było zacnie, jak to w Poznaniu! pogoda nam dopisała, uczestnicy również, ci psi i ci ludzcy, stając za każdym razem na wysokości zadania. ponieważ jaram się strasznie tym, że RUDY JUŻ MOŻE! nie mogę nie wykorzystać okazji do pochwalenia Naika jako debiutującego demo-doga! skupiał się pięknie, z dumą prezentował rodzaje aportu i pląsał radośnie, jak na rudą gazelę przystało! ponadto nasz wspaniały hodowca ;) wprowadził Tituta w świat agilitek układając pierwsze mądre ćwiczenia. ja się na tym kompletnie nie znam, ale ponoć błyszczał…;)

Naiek miał również okazję do spotkania ze swym mroczno-kropkowanym bratem – Kendo. nie muszę dodawać, że miłość braterska kwitła…?

w drugiej połowie lipca znów odwiedziliśmy wielkopolskę.
podobnie jak w zeszłym roku, w tym również zawody w Sopocie zbiegły się z annówkowym obozem frisbowym, tym razem jednak, w odwrotnej kolejności.
najpierw uprawialiśmy dzikie pląsy, na doskonałej, jak zawsze, annówkowej trawie, trzaskaliśmy się na heban ucząc nowych technik rzutowych,

by później móc z nieskrywaną radością ochłodzić się pod nowym wypasionym daszkiem tudzież dedykowanym zraszaczem!

zacna ekipa!

psy przeżywały totalną ekstazę udając, że upał ich w zasadzie nie dotyka. z pewnością przyczyniła się do tego możliwość korzystania z basenu i przywdziewana po treningach pro-chłodząca kamizelka, tymniemniej spacery, frizbiacze, agilitki pozwalały im tkwić w ciągłej euforii! tak, tak! napisałam agilitki i znów tak, tak! napisałam IM! Naiek kontynuował swe mądre, hopeczkowe ćwiczenia,

jak również powoli wracamy do rzucania frizbi.
Q natomiast pokazywał co potrafi na dekielkach, przypominał sobie elementy freestyle’u, łapał tossa i zapoznał się z huśtawką!

Zelówka natomiast przeżyła swoje ‚summer love’ bo nie tylko kanapy i łóżka były w jej posiadaniu

ale również serce Kądzieli, a co za tym idzie mnóstwo miziania i smaczków!

nie wspominając już o kuchni… ;)

na pozytywnej fali, prosto z Annówki, pojechaliśmy na ostatnie zawody kwalifikacyjne DCDC do Sopotu.
morze kocham miłością szaloną, a gdy łączy się z frisbee i psami, to nie jestem sobie w stanie wyobrazić lepszego układu!

jamnik pasuje do nadmorskiego domku!

przed każdymi zawodami formułuję w myślach życzenie dotyczące występów, które chciałabym, żeby się spełniło – tym razem było z pozoru banalnie, chciałam, żeby Q łapał. dobre rzuty, płynność, zgranie są ważne są bardzo ważne, ale chciałam doświadczyć poczucia, że od momentu wyrzucenia dysku wkraczam do mgiełki czilałtu, a mój czarno-biały książe odwala mądrze sam resztę roboty. zwykle, mimo, że wiem, że już nijak nie mam wpływu na to, co się stanie, bardzo absorbuje się psychicznie tym, co się dzieje. tym razem było inaczej, mój wewnętrzny pauonk przybrał zrelaksowaną pozycje kwiatu lotosu, jod z powietrza dostarczył turbodoładowania i w efekcie na tossendfeczowej rozgrzewce, rzucało mi się rewelacyjnie, niejednokrotnie przerzucając pole! pomyślałam – jest dobrze! na tej, jakże cudownej fazie, podeszłam do fristajlu, pozycja numer jeden na liście startowej, zagwarantowała brak czasu na zbaczanie myślami w złą stronę, no i… z głośników sączyło się ‚nowy świat, bez wad, ma smak plastikowy…’ a my popłynęliśmy! :D

nieskromnie powiem, ze to był chyba nasz najlepszy występ do tej pory :) czułam mobilizujący spokój, mój mózg odbierał niczym niezakłócone bodźce i odpowiednio na nie reagował, wiedziałam co, gdzie i kiedy zrobić, a Q? był genialny! pamiętam, ze w kilku momentach naszego fristajlu miałam poczucie ‚slołmołszyn’ i przemknęła mi przez głowę myśl ‚ja cię! jak zacnie!’ ;)

czasami mój pies daje się ponieść emocjom i wtedy czuję, że muszę go trzymać w ryzach, tym razem pląsaliśmy radośnie razem, po jednej kjułiczkowo-gubisiowej tęczy! nie muszę dodawać, że cel został osiągnięty – z rekordowych, wyrzuconych przeze mnie 42(!!) dysków tylko 4 nie znalazły się na czas w paszczy Q.

schodząc z pola czułam, że to coś więcej niż ‚dobrze’, piękny stan, polecam :)
gdy pojawiły się nowe listy startowe, okazało się, że nie tylko mi się podobało i w naprawdę mocnej stawce uplasowaliśmy się na trzecim miejscu, zaraz za Lucką z Rayo i Asią z Luckym!
i tu następuje moment, w którym muszę wspomnieć o rundzie super pro… tak jak napisałam, rozgrzewka poszła bardzo dobrze więc plus dla mnie, Qsław błyszczał niczym Edward więc plus dla niego, a jednak! niby 20,5 to nie najgorszy wynik, ale nie było tak gładko jak na free. pieseł pracował bardzo dobrze, wyłapując wszystko, co było do złapania

ale moje kończyny odmawiały posłuszeństwa więc musiałam toczyć walkę o 4tą strefę., czego szczerze nie znoszę. jak łatwo się domyślić, fakt ten bezczelnie podszedł do mojego zrelaksowanego w pozycji kwiatu lotosu wewnętrznego pauonka i zdzielił go w czoło, wytrącając tym samym z równowagi. biedny zachwiał się do tego stopnia, że rundę tossa do openów skończyliśmy z wynikiem 12 pkt, powtórzę DWUNASTU PUNKTÓW i X-nastą pozycją. nie pytajcie mnie jak, po więcej smacznych przepisów zapraszam na http://www.pauonk.tv ;] gdy myśli galopują w dół współczucie nie działa, mówienie, ze nic się nie stało, albo, że będzie dobrze również nie, ale już normalna, krótka rozmowa, ze stwierdzeniem faktu pozwala nabrać dystansu, dzięki Dżony!
nie poszłam topić się w morzu, za to przypomniałam sobie, że to, co chciałam – łapalność Qsława – pozostało bez zarzutu, a jako, że stanowimy duet żywych organizmów, to juz tak bywa, że któreś nawala ;) pozwoliło mi to, na delikatny powrót w stronę spokoju i odbycie reszty występów na może juz nie tak genialnym, ale całkiem przyzwoitym poziomie. zamiast biczować się daniem ciała i spektakularnym spadkiem, wolę czerpać satysfakcję z tego, że mimo tych 12 stu punktów i chyba 18(?) miejsca drugim występem podskoczyliśmy finalnie na 10te!

dość już o Qsławie i moich wyczynach, czas na Rudego! były to dla niego pierwsze zawody, na których mógł popląsać z boku pola. ten pies jest niesamowicie skutecznym rozweselaczem, bo a) jest wrażliwym na uczucia pańci włocznikiem, a pańcia go kocha i nie chce smucić i b) spójrzcie tylko na jego twarz… :)))

Naiko chyba odczuło powagę sytuacji po moich tossowych popisach, zmobilizowało swoją rudą pupkę i w trakcie frizbiaczopoczynań spływało geniuszem! nie da się być złym czy smutnym mając takie mądre psy! trzeba wziąc w garść rozwiane loczi i działać! i tak też będzie :)

na koniec, w ramach pozytywnego akcentu i pokazania jak bardzo miłość potrafi być ślepa :P zdjęcie Nismo, Westa i Naia rok temu na finałach (gdzie byłyśmy przekonane, ze są taaacyyyy pięęęęęęęękniiiiii) i porównawcze z tego roku, z Sopotu – enjoy!

Reklamy

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: