zrób to!

przy okazji postanowień noworocznych zaplanowałam sobie większa regularność pisania na blogu. biorąc pod uwagę, ze mamy 31 stycznia idzie mi świetnie… no, ale! dziś ostatni dzwonek na styczniową notkę! bardzo chciałam by był nią wpis o ocd, który leży grzecznie w szkicowniku, ale ponieważ zawiera on potencjalnie kontrowersyjne fragmenty czuję, że muszę go trochę bardziej pomęczyć.

cóż robić, o czym pisać? znacie ten schemat, gdy mając coś do zrobienia odczuwacie w sobie nagle niesamowitą potrzebę zrobienia wszystkiego poza tym czymś? poukładam w szafie, wyczyszczę fugi, pogram w czołgaski, kreatywność nie zna granic! przecież byłam chora, piesełki biedne, niewyhasane, jak mogę usiąść i pisać? idziemy na frizbi! nie przewidziałam, że stanie się to pewną inspiracją.

w tym roku mija 10 lat od kiedy wiem, że pies i frisbee to zacne połączenie. z jednej strony to dużo, z drugiej jeszcze tyyyyle przede mną.
dogfrisbee w Polsce ewoluowało nieprawdopodobnie. postępu by nie było gdyby nie ambicja i mierzenie coraz wyżej. jeszcze do niedawna zdobycie kwalifikacji na finał było tylko formalnością wśród regularnie startujących zawodników, a już w ostatnim sezonie, na ostatnich zawodach kwalifikacyjnych dawało się wyczuć napięcie ‚uda się czy sie nie uda’, walka trwała do końca. mierność już nie przechodzi więc równamy coraz bardziej w górę. zagraniczne sławy dalej mają bardzo mocną pozycję ale coraz częsciej depczemy im po piętach. wizja piękna, ale jest i druga strona medalu.
miewam tę wspaniałą możliwość obcowania z dobrymi zawodnikami i świetnymi trenerami i niestety, coraz częsciej zdarza mi się słyszeć opinię ‚za szybko, za dużo, za wcześnie’. no, ale jak to? przecież 18 miesięcy i sruuu do open, a tam się z byle czym wstyd pokazać… fakt, ale nawet najwspanialszy dżapaniz trik z psem rzygającym bynajmniej nie tęczą to nie jest tak naprawdę to, do czego dążysz. chcesz osiągnąc świetny wynik, a w ten sposób pokazujesz przecież słabą stronę. jako, ze ogólna świadomość wzrasta, to co się w takim wypadku najczęsciej słyszy? wróć do podstaw! i ciśniesz te podstawy aż uszami wychodzą, nawet tymi bardzo klapnietymi. wałkujesz i wałkujesz ‚AŻ DWA MIESIĄCE!’, a póżniej znowu klops – jak żyć?

jeśli miałeś styczność z ludźmi siedzącymi długo w tym sporcie, dłużej niż istnieje on w Polsce, na pewno słyszałeś, że ‚dogfrisbee is fun’ albo ‚play&enjoy’, nie powiesz, że nie.
patrzę sobie w tej chwili na moje, odpoczywające po treningu, szczęśliwe psy. myślę o ich entuzjazmie, o tym jak bardzo starają się pracując dla mnie. przypominam sobie dzikie rzecz, które wyprawiał Rudy nie dalej jak pół roku temu i porównuje z tymi, z dzisiejszej sesji. nie ma porównania.
postawiłam kreskę na naszym udziale w zawodach ale nie zrezygnowałam z frisbee, jako takiego. zero presji, radość z sukcesów, obserwowanie własnego psa. cieszę się, ze ta kreska była zrobiona ołówkiem, bo coraz bliżej jestem sięgnięcia po gumke.
jak Ci upierdzielą rączki, to o pucharach będziesz mógł pomarzyć, na starych zbierze się kurz, a pies zostanie. pokochaj go, zajaraj się nim, polecam.

z tej okazji, specjalnie dla Was, Naiek rzygający tęczą ;)

Reklamy

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: