szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie…

…jako smakujesz, aż się zepsujesz.

no to właśnie tak, tego. Książe Ciemności wylądował na l4…

pół roku temu Qsław musiał być poddany prześwietleniu brzuszka. szczęśliwie było z nim wszystko w porządku, a za generowanie… tęczy winę poniósł wszamany na ‚zbyt ciepło’ naleśnik, jednak zdjęcie pokazało nam też kręgosłup Kjułiczka, a tam lekkie zwyrodnienia. pan doktor kazał się zbytnio nie przejmować, suplementować, mądrze księciem gospodarować i przy okazji planowanych, kontrolnych rtg bioderek i spółki zobaczyć co w trawie piszczy. zdziwko wielkie, płacz i szloch, że jak to, gdzie sprawiedliwość i skąd to w ogóle, skoro Jego Ciemność śmiga jak nówka, z drzemki wstaje z godnością, frizbiaczowe pląsy robi jak Matka Włóczka przykazała, nohalo! mądre głowy potwierdziły, że tak dziać się może u psa sportowego i uważać, owszem, trzeba, ale to nie musi być wyrok, wszystko zależy jak się paskudztwo rozwinie.

Zimę przehasaliśmy kondycyjnie, bez zapadania w sen, piesły szczęśliwe, niezmordowane, żadna łapa nie odmawiała posłuszeństwa.

i przyszedł ten moment… weekendowy plan standardowy, trening, łąkopląsy, kolej księcia. ruszył, kółeczka, turlania, hulanki, swawole, pierwszy dysk i powrót z lekkim odciążaniem łapy. kółeczko kłusem w jedną, wszystko spoczko, w drugą – nieznacznie, ale jednak… utyka. chwila odpoczynku połączonego z wymacaniem, żadnych krzyków, pisków, wyrywania. pies wstaje i jak nowy. dokończyliśmy spacer i choć łapka nie dała już o sobie znać, to mój spatolony musk zaczął tworzyć teorie spiskowe. moment na kontrolne rtg wybrał się sam. w poniedziałek sru do weta, głupi jasiek, zeby nie było ściemy i zaczynamy sesję. łokcie spoczko, barki (z dedykacją dla Naieczka…;)) spoczko, bioderka spoczko, kręgosłup… ‚NO JEST RÓŻNICA’ *buchbuchbuch* zawał serca, zimne poty… kilka głębszych oddechów i wzięłam poprawkę, że pani świeża typu ‚z takimi podpalaniami to pewnie wilczur wyrośnie’, poszłam rzucić okiem. jakby nie patrzeć, jest różnica…  wysłuchałam diagnozy, wysłuchałam zaleceń i już wiedziałam, ze czekają nas dalsze konsultacje. wizyta umówiona, czekamy, jak głupia kwoka postanowiłam poradzić się wujka gugle, może powie coś pokrzepiającego. opowiedział historie o wózkach, cierpieniu, wielkim dramacie – zaliczyłam podróż do wnętrza ziemi. jak już postanowiłam stamtąd wrócić, odezwałam się do osób mających wątpliwą przyjemność posiadania psa z podobnymi problemami. usłyszałam, ze nie taki diabeł straszny, ale… ciągle diabeł. uh. jeszcze tylko kilka dni i wszystko stanie się jasne.

na razie Kjułiczek egzystuje w wielkim naburmuszeniu pt „Rudy idzie, a ja nie?!?!?!?!”. jęczy, kwęka, w ramach desperacji, w wieku lat prawie ośmiu, zaczął się bawić sam zabawką. praktykujemy długie, swobodne spacery, dziś pierwszy raz od dwóch tygodni zrobił coś wiecej – nie wiedziałam, ze mogę miec tak zaangażowanego w obi psa. moje spodnie też nie wiedziały.

piszę o tym wszystkim w zasadzie z jednego powodu, chciałabym, żeby wszyscy korzystający z argumentu ‚ten pies trenuje/pracuje i nie daje objawów znaczy zdrowy jest’ jak również ‚a po co badasz jak robiłaś po skończeniu dwóch lat i nic się nie dzieje’ wsadzili je sobie głęboko…. głęboko.

Advertisements

About agnieszkazq


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: