Category Archives: szczeniaczkowo

negocjacje z uszami.

z dedykacją dla Zynia, który uwielbia i mocno propaguje klejenie psom uszu ;)

Nai 11,5 tygodnia.

Reklamy

ukryta prawda.

cześć, jestem Nai. podobno już to wiecie więc na wstępie macie +10 do fajności.

byłem tu jakiś czas temu, podobało mi się i dlatego wracam.
wszyscy mi mówią, że rosne, ale ja jestem już od dawna duży, tylko ciocia Zelówka maleje. sądzę, że to jakiś spisek.

o czym to ja chciałem…?

a, już pamiętam! podobno jestem księciem.
nie wiedziałem co to znaczy więc zapytałem tego ładnego, bo słyszałem, że on też nim jest.
wymruczał, ze się różnimy, bo on jest księciem ciemności, a ja marnej rudości.

myślę sobie, że skoro Zamsz jest plebsem, a ciocia Zelówka księżniczką – tak mówi pańcia – to chyba fajnie, że ja jestem księciem.
tylko co to znaczy ‚marnej rudości’?!

nie będę się prosić tego dużego o tłumaczenie więc popląsałem do cioci Cukier.
ona jest fajna i można ją obgryzać toteż pozwoliłem sobie na chwile słabości. zapomniałem, po zabawie, po co w zasadzie przyszedłem więc żeby nie robić sobie siary, postanowiłem jednak zapytać Zelówki.

gdy już wywarczała się na mnie tak bardzo, że ochrypła, mogłem wyjaśnić o co mi chodzi.
powiedziała mi w tajemnicy, że rudość tak naprawdę jest najważniejsza, bo dodaje lansu i pokazała własne policzki. troche wyblakłe, moje fajniejsze, ale…

skoro ciocia Zelówka jest księżniczką rudości, a ja jej księciem, to co ten wyniosły sierściuch wyskakuje z marnością?!
no słyszałem, że podobno nauczył się skakać, ale jak ja będę taki stary jak on to też będę umiał.

komu pańcia mówi, że jest najsłodszym susełkiem?!
na czyje siuśki się cieszy?!
kto dostaje najwięcej ciasteczek wątróbkowych, no kto?!

niech się wypcha swoją suchą karmą symetryczny czarno-bieluch!
jeszcze będzie chciał pożyczyć mojego lewka…tyle zobaczy!
uh, aż się za-hu-hau-em.

mam swoje rude brwi i nie zawaham się ich użyć!

podpisano
Książe Hejtu i Rudości.


no play, no game.

mały glut jest u nas półtora tygodnia i od tego czasu, prowadzi intensywny program nauczania.

jak spać mniej, a robić więcej.
wyścig z czasem, czyli jak wstać w 3 sekundy z łóżka, a w ciągu następnych 10 być gotowy do wyjścia.
4 spacery z psami to dużo – obalanie teorii.
efektywne wykorzystywanie możliwości głosowych, czyli jak wprowadzić szyby sąsiadów w wibracje, bez używania rąk.
pieczenie ciasteczek wątróbkowych jako istotny priorytet życiowy.
słodkie spojrzenie i uhahany pyszczek nowym lekiem na całe zło.

Nai za to ma wakacje tudzież usprawiedliwione wagary i zajmuje się głównie dobrą zabawą przeplataną smaczkami, pląsaniem i poznawaniem nowych rzeczy :)

ps. tak, wiem, jest rudy.


Nai mówi hai!

słyszałem, że przedstawili mnie tu już wcześniej, ale jako kulturalny szczeniak postanowiłem odezwać się sam.

podobno jestem Nai. jeszcze do końca nie mam pewności, ale dają za to żarcie i miziają.

generalnie to jestem fajny. tak mi mówią. mówią też, że jestem bezczelny i upierdliwy, wydaje mi się, że to to samo.

lubię jeść.

lubię nosić różne rzeczy w pysku.

lubię nowe ciocie i wujka i lubię marchewki. nie wiem co bardziej, bo ci pierwsi mają fajne ogony do gryzienia, ale marchewki przynajmniej nie warczą.
ja to się za bardzo tym warczeniem nie przejmuje, bo wiem, że jak się na chwile położe i zrobie duże oczy to przestają warczeć. mam też drugą strategię, wystarczy wić się i dziko pląsać, a wtedy nawet ciocia Zelówka się gubi.

pląsanie, ooo, to bardzo lubię. jak mi się nudzi, albo jak mam ochotę to przychodzę do nowej pańci i zaczynam pląsać. zawsze się wtedy uśmiecha i mówi, że jestem susłem. nie wiem co to suseł, ale wole jak mówi ‚Nai’ bo wtedy jest jedzenie.

lubię śpiewać, ale chyba nie mam talentu, bo mruczą na mnie jak zaczynam. cóż, nie każdy się musi znać na sztuce. tyle dobrego, że mogę gadać.

lubię chodzić na spacery. wtedy mogę pląsać. jak pląsam na spacerze to pańcia chichocze. spacery są fajne prawie tak samo jak ja, bo można na nich spotkać różne rzeczy i często karmią.

nie lubię tylko jak mi się oczy zamykają, bo wtedy nie mogę ani jeść, ani pląsać, ani niczego gryźć i łapki mi się rozjeżdżają. całe szczęście, że jak już otworzę oczy to z powrotem wszystko jest fajne.

zapomniałbym! lubię jeszcze jak do mnie mówią. szczególnie ślicznie i jesteś genialny. nie wiem co to znaczy, ale fajnie brzmi.


chyba widzę szczeniaczka!

od czwartku nasze stado powiększyło się o nowego członka i choć to blog księcia ciemności, to chyba przymknę oko na trochę rudości i przedstawię malucha :)

Nai

czas leci szybko, Q w sierpniu skończy sześć lat. choć wiem, że 5 psów to spora ilość, to jednak myśląc o zachowaniu ‚ciągłości’ frizbowej trzeba było wzmocnić szeregi o nową generację.

w zasadzie ostatnie trzy lata śledziłam, analizowałam różne psy, skojarzenia. wiedziałam, że rasy nie zmienię, udało mi się ustalić pewne priorytety, narysowałam sobie w wyobraźni idealnego bordera i szukałam, szukałam, szukałam.
wiecie, że (nie słuchaj kjułiczku…) ideały nie istnieją? bo ja choć wiedziałam, to jednak cały czas w myślach miałam stworzony obrazek i łudziłam się, ze znajdę na jakiejś stronie informacje o spodziewanych narodzinach kjusławopodobnych stworzeń, bez kilku jego wad (ciii).

gdy Paula kryła Wenę po raz pierwszy kompletnie nie rozważałam wzięcia szczeniaka, bo raz, że jeszcze nie czas, a dwa… jak to mówił mój profesor od filozofii ‚każdy ma jakieś mniejsze, większe zboczenia’ ;))
widziałam jednak te maluchy najpierw jako latające po kuchni hodowcy kulki, a później większość z nich mogłam obserwować przy okazji spotkań na zawodach, treningach itp. mimo wspomnianych wcześniej zboczeń, robiły wrażenie ;)
rozpoczęłam żmudny proces namawiania na stworzenie Włóczników 2.0. materiał do namawiania był wyjątkowo oporny, jednak w końcu udało się go nagiąć.

niby najważniejsza decyzja zapadła, ale do tanga, kurcze, trzeba dwojga! poszukiwania potencjalnego ojca to temat na obszerną powieść więc by nie zanudzać, zrobimy szybkie przewinięcie – Wena została pokryta Arsim :)

dwa psy, które znam dość dobrze, mam świadomość ich słabych i mocnych stron, hodowca, którego lubię i ufam, tylko, cholera, to oczekiwanie!
milion pytań, wątpliwości czy to jednak dobry moment, czy będzie piesek dla mnie, tylko proszę, proszę, proszę BEZ białej głowy! a może urodzą się same suczki, a może będą fioletowe w ciapki, a może, a może…?

Wena wysłuchała jednak moich próśb i 27 marca urodziła pięciu chłopców i dwie dziewczyny, a wśród nich… jego:

ja wiem, że do poważnych decyzji trzeba podchodzić rozsądnie i na spokojnie, ale jak zobaczyłam to zdjęcie:

to poczułam dokładnie to samo, co 6 lat temu, wchodząc przypadkowo na stronę hodowli border collie, szukając belga :)

nie nastawiaj się na nic, nie możesz go faworyzować, poczekaj, zobaczymy co z niego wyrośnie – ja to wszystko wiem, jednak sama Paula dość szybko stwierdziła, że ‚jeśli tylko nie będzie totalnie be, to i tak już wiadomo, gdzie pójdzie’. serce nie sługa, cóż począć… ;)

był jeszcze jeden jej cytat, brzmiąc mniej-więcej tak,
że gdyby przed porodem, powiedziała mi, że urodzi się dla mnie piesek.
trikolor.
z małą strzałką.
bez kryzy.
i ja go wezmę.
zabiłabym, po prostu zabiła ;)

przyszedł czas faktycznego podjęcia decyzji. widziałam maluchy kilka razy, jednak mój wewnętrzny tchórz zaktywizował się dość mocno.
mówiłam wcześniej o wątpliwościach? były ich miliardy… wzięcie psa to decyzja na wiele lat. odpowiedzialność za żywe stworzenie. o matko, ale jestem cienka, całe szczęście, że potrafię w końcu wziąć się w garść.

przyszła i TA środa. nieprzespana nocy, cały dzień w pracy, nocny pociąg do Poznania. 3,5 godziny czasu na myślenie.
podróż czerwoną strzałą z Hondzią na twarzy, wejście do kuchni, merdający, rudy ogon i wiem już, że nie wyobrażam sobie by miał trafić do kogokolwiek innego… :)

Paula, jeszcze raz, BARDZO dziękuję za cierpliwość i zaufanie.
dziękuję za Naia!


prawda, że…

czarno-biały to jedyny słuszny kolor, a jasne oczy są paskudne…?

w zeszłym tygodniu odwiedziliśmy Puczilandie, gdzie dzielna Matka Włóczka razem ze swym giermkiem, Jednookim Dżo sprawują opiekę nad Siedmioma Potomkami AliasArsiego Pierwszego.

to był tak głupi pomysł, że żadne słowa nie są w stanie tego oddać!

wyobraź sobie siedem malutkich, cudowniutkich, śliczniutkich klueseczek.
mięciutkie futerko, łyse, ciepłe brzuchole, słodki zapach i chrumkające, wszędobylskie paszcze…

no i co człowiek robi? głupieje, po prostu głupieje!

najbliższe 2-3 tygodnie to będzie walka serca z rozumem.
fajt, fajt, fajt!
a może dodamy do tego trochę szczęścia i rozwiążemy sprawę pokojowo…? ;)