Category Archives: wystawowo

warszał cacib

w miniona niedzielę odbyła się międzynarodowa wystawa psów rasowych w warszawie. Bejrut, w ramach walki o uprawnienia hodowlane, zaplanował swój lans ;)
w ramach przygotowań, w ciągu całego tygodnia, miałam mocne postanowienie ćwiczenia z nią ślicznego stania i ładnego kłusu, oczywiście z ogonem w dole ;> za każdym razem jednak brałam najpierw frisbee, żeby trochę rozruszać paskudę efektem czego są pięknie łapane w locie dyski, przeróżne overy, nowe dla niej sekwencje flipów itp… itp… za każdym razem, obie lekko zmęczone patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy i dochodziłyśmy do wspólnego wniosku – ćwiczenia wystawowe możemy sobie darować :)) RudBej wybierał opcję regeneracji potreningowej, a ja wyszłam z założenia, że stać, to ona potrafi… kłusować też… a ogon? nidyrydy… w końcu jedziemy i tak po bdb :)
nadeszła więc sobota – tzw ‚dzień przed’. jakiś czas temu, na dobrej fali wystawiania Q oznaczałoby to trening z psem, wyczesywanie, skomplikowane pranie i odżywianie, być może suszenie, a z całą pewnością cięcie łapeczek, robienie z jednego włosa pięciu i tak dalej. tym razem jednak, uskuteczniłam plan minimalistyczny – frisbee + pierwszy z brzegu szampon. burek został nakarmiony i położony w klateczce, aby jego wysoce ubogie fjutero miało szansę ułożyć się na kształ jakże modnej fryzury ‚out of bed’. w niedzielę rano moja motywacja i radość z racji wystawy sięgnęła dna, ale zapakowaliśmy się we trójkę, z nadwornym kierowcą Myszonem do statku kosmicznego i przeteleportowaliśmy 30km w strone Bemowa.
skwar, tłok duchota. taaak, to lubimy… wystawa ma jednak też plusy – mnóstwo znajomych, szczególnie, jeśli tak jak w tym przypadku, obok rozgrywają się zawody, psie zawody :) spojrzałam na stawkę, westchnęłam w duchu przypominając sobie, że ocena bardzo dobra oznacza plan wykonany, oddałam psie łapki w bardziej profesjonalne niż moje ręce, przeczesałam i… poszłyśmy na frisbee :) bez szaleństw oczywiście, bo z jednej strony raczyły nas wzburzone komentarze właścicieli papilonów przerażonych stanem psychicznym swoich podopiecznych zmuszonych obserwować ‚cyrk, który wyprawiamy’, z drugiej Myszon wyraził wątpliwości czy aby na pewno zielono-brunatne zabarwienie kończyn mieści się we wzorcu border collie ;)
atmosfera przy ringu była sympatyczna, miłe pogaduszki z dawno niewidzianymi osobami zdecydowanie poprawiły nam nastrój. przypomniałam sobie nawet, że cieszy mnie możliwość oceny u tej sedziny, bo ciekawa byłam jej podejścia do oceniania bc. kolejne psy prężyły sie w ringu, a w mojej głowie pojawiła się myśl o rywalizacji… hmmm… drugie miejsce w takiej konkurencji było osiagalne, acz wcale niepewne. dobrze jednak wiedzieć, że można o coś powalczyć. nie wiem w jaki sposób Rude przeczytało ten niepisany komunikat z mojej strony, ale skwitowało to luzackim uśmiechem i przymrużonymi oczyskami mówiacymi wyraźnie ‚miej wyjebane, a będzie Ci dane’ (ponieważ jest to blog psi, a nie ludzki, nie bedę się wgłebiać w genezę tego motta, ale z cała pewnością pewien mały, blondynkowy chochlik byłby z nas dumny ;))
do oceny podeszła klasa młodzieży suczek, następna pośrednia – czyli nasza. zaproponowałam Bejrutowi zwiedzenie okolicy w celu zawarcia kompromisu w kwestii wizji wystawowego kłusu, a później siup, numerek 52 został przyklejony, smaczki znalazły się w odpowiedniej w kieszeni, zaczynamy lans.
Rude było wspaniałe. nauczyło się chyba na pamięć napisanego przeze mnie scenariusza, a pani sedzina wyraziła uznanie dla naszej gry aktorskiej i cóż… mamy pierwsze miejsce! wystane, wybiegane, chyba nawet zasłużone :) plan minimum wykonany chyba aż za dobrze, ale… jak tak na to patrzę z pewnej perspektywy są też i plusy! od pierwszego cwc musi upłynąć sześć miesięcy do ostatniego z trzech, aby pies mógł uzyskać dzięki nim tytuł championa polski więc możemy zrobić sobie dłuższą przerwę w nadziei, że Rude weźmie sobie do serca zyczenia sedziny i w tym czasie nabierze futra i masy :P

prawda, że śliczne Rude? ;)

i wielki triumf:

no to teraz… oby do września :)

Reklamy

Q czyli okrągłe z OGONKIEM

mamy okrągłe – O – i mamy ogonek – ,
summa sumarum mamy Q.

w kwestii ogona mogę chyba napisać habilitację…

biorąc Q intensywnie myślałam o wystawach. jako właścicielka kundelka miałam duże parcie by błyszczeć ze swoim psem na ringu wystawowym. błyszczeć to może za dużo powiedziane, w końcu wzięłam najlżejszego pieska z miotu, ale spróbować swoich sił, hmmm….

małe, czarno-białe rosło, powiem nieskromnie, całkiem ładnie rosło, więc rozpoczęliśmy ćwiczenia. pozycję wystawową mamy dobrze opanowaną, bieg bez zadzierania głowy i ogona również – pięknie.

mamy rok 2008, Katowice, nasz debiut i choć Qsław wypadł bardzo dobrze 1wo /4 to ogon bardziej przypominał antenkę. antenę. z dużego cb radia…

próbowałam różnych metod począwszy od mocnego zmęczenia psa, burczenia na niego, szarpnięć na ringówce i tym podobnych, ale efekt zawsze był ten sam – w trakcie ćwiczeń wszystko super, przed ringiem super, na ringu – wal się :D ile razy słyszałam po porównaniu suk czy też o rasę ‚doskonały pies, ale ten ogon….’ nie zliczę… śmieszne, że mogę nauczyć swojego psa stania na przednich łapach, robienia slalomu, odbić od ciała, a noszenia ogona nisko na wystawie ni chu… steczki.

proces tentegowania został rozpoczęty, kolejne próby, których ze względu na efekt opisywać nie będę, aż w końcu…. blink! eureka! pierwszą komendą, której Q nauczył się już jako 7 tygodniowy papiś było bezwzględne warowanie. zawsze. w każdym miejscu. biegnie szaleńczym pędem ‚lajdałn; i składa się w ułamku sekundy na ziemi. s k ł a d a s i ę. głowa nisko, ogon nisko i przywarowuje do podłoża. o g o n n i s k o. skoro ‚lajdałn’ oznacza taką pozycję to może samo ‚laj’ będzie oznaczało ogon nisko i głowa nisko? tu pojawiła się wizja czerwonego dywanu, bisów, śmisów i innych lansów. działa? działa! fantastycznie. no to śmigamy, jedna wystawa, druga wystawa ups… chyba jednak działa wybiórczo. no dobra, zaczęłam pracę nad działaniem bezwzględnym i po wielu żmudnych treningach wyszło.ha, mam Cię! jedna wystawa, druga wystawa, trzecia wystawa… ładnie, ślicznie, czwarta wystawa (…) Poznań 2010 i sędzia, któremu mój pies przypadł do gustu… i sędzia nawet bardzo się uśmiechał, i bardzo chciał, ale wyszedł minus mojej cudownej metody. ‚lajdałn’ oznacza głowa nisko, ogon nisko, zwolnij by przywarować do ziemi. mamy z tej okoliczności bardzo ładny opis ze sformułowaniem ‚jak na taką budowę, ruch powinien być lepszy’.

pierwsze co przyszło mi do głowy, to, że damy sobie siana z wystawianiem. wyjście bardzo dobre, ale… kurna, JA nie mogę nauczyć swojego psa noszenia ogona w dole?! no nie… nie ma tak łatwo!

w tym miejscu nastąpiła zwieszka, burza mózgów, wszystko po kolei. trochę czasu minęło, strony i filmiki w necie przekopane, konsultacje uskutecznione i niestety, ale nikt nie jest mi w stanie odpowiedzieć na pytanie co zrobić z takim zachowaniem. złota recepta innych ograniczająca się do odpowiedniego zrugania psa okazała się niewystarczająca i nagle pomysłów brak. oczywiście sama sobie zapracowałam na to ucząc Q, że nawet jeśli dostanie po uszach, to to był tylko moment i ja się na niego nigdy nie gniewam więc moje humory może mieć głęboko… w poważaniu. karton-beton, taki urok ;)

żeby nie przedłużać, napiszę o wnioskach z mojej batalii. na razie dalej to tylko teoria, ale tfu, tfu, żeby nie zapeszać, wszystko idzie zgodnie z planem :)

jaki mamy cel? długi, pięknie wyciągnięty kłus, pies patrzy przed siebie, ma ogon w dole.
wyklucza to dołowanie, karanie, złoszczenie się, gdyż pies musi chcieć! szybko kłusować. (można oczywiście nauczyć go dyrdania na hasło równie wyrafinowane jak ‚kurwa, ogon!’ ale to daje radę tylko w sytuacjach, gdy pies ma po prostu kłusować. jeśli trafimy do sędziego, który ceni ruch przez duże R, cóż… wiele borderów jest traktowanych w ten sposób i w mojej opinii działa to mocno na niekorzyść ich sposobu poruszania się.)

jak to osiągnąć? pies musi zrozumieć! czego od niego oczekujemy.
z każdym zachowaniem pracuje się tak, że stopniowo zwiększa się jego kryteria. masz problem z podnoszeniem ogona na wystawie? zastanów się czy jesteś w stanie skłonić psa do ładnego kłusu poza nią. jeśli nie, odpowiedź jest prosta. jeśli tak, spróbuj zrobić z psem 10-20 kółek z ogonem w dole, na szkoleniu, na psim spacerze, na zawodach. udało się? nie bardzo? widocznie gdzieś zabrakło dopracowania, kryteria zostały zbyt szybko podniesione, pies uzależnia wykonywanie ćwiczenia od jakiegoś czynnika.

na razie z mojej strony to tyle. nie podam gotowej recepty. na razie ;)
mam nadzieję, że skłoni to do rozważań, od tego tylko krok do sukcesu. serio, serio.